Czy ja jestem?

Myślę, więc jestem. To wiadomo już od czasów Kartezjusza. Stwierdzenie to jest elementem (świadomie bądź nie) wielu światopoglądów. Używaliśmy go wiele razy w codziennym życiu. Ja też. Aż któregoś dnia postanowiłem, że zastanowię się nad sensem użytych słów i całego stwierdzenia. Nad tym co jest pierwsze, co jest przyczyną a co skutkiem. Bo może tak nie jest? Eeee, to niemożliwe.

A może nie warto się nad tym zastanawiać? Bo wygodne jest posługiwanie się zbiorem takich stwierdzeń w życiu codziennym. Pasują one do wielu przypadków. Rozwiązują wiele pojawiających się problemów. Krótko mówiąc ułatwiają życie. Większość z nas nie wierzy w przepowiednie, ale... czyta horoskopy. Prawie nikt nie wierzy w istnienie fatum, ale... zbite lustro, czarny kot, rozsypana sól... I zawsze lepiej odpukać w niemalowane drewno. Schematy. Również myślowe. Wygodne i chyba potrzebne. No dobrze - a ja nie lubię schematów. Mam problem?

Najpierw o kolejności. Myślę, więc jestem. Czyli najpierw myślę, a potem jestem? Czyżby? Ale przecież muszę istnieć, aby móc myśleć. I na pewno nie myślę, jeśli mnie nie ma. Aby ktoś mógł myśleć najpierw (w kategoriach czasowych) musi istnieć. Dziecko w łonie matki najpierw jest (powstaje życie, czyli istnienie), a dopiero to istnienie (dziecko) zaczyna myśleć. I nieważne, że następstwo czasowe jest bardzo krótkie. Nie zmienia to zasadniczej implikacji: od istnienia do myślenia. To nie myślenie matki przeistacza się w istnienie jej dziecka. Doświadczenie uczy, że aby mieć dziecko nie wystarczy tego bardzo chcieć i myśleć o tym intensywnie. Trzeba zupełnie innych działań (ale tu bez szczegółów). Doświadczenie uczy też, że istnienie jest całkowicie niezależnie od myślenia o nim. To, że rodzice wymyślą sobie śliczną córeczkę, nie ma żadnego wpływu na płeć dziecka. Trzeba przyznać otwarcie - aby myśleć trzeba być. Przynajmniej w kategoriach czasowych wydaje się to oczywiste.

Następne wynikanie. Myślę, więc jestem. Wynikanie wydaje się oczywiste. Ponieważ myślę - to jestem. Tak się może wydawać, jeśli obserwujemy dwa procesy zachodzące jednocześnie. Bardzo łatwo pomylić się w takiej sytuacji z oceną, który proces jest przyczyną którego. A może w ogóle nie ma zależności, może przebiegają one równolegle i nie zależą od siebie? Kolejność użycia słów "myślę" i "jestem" wyznacza jednak jasno, że oba te procesy są od siebie zależne. Zależne, czyli bycie jednego zależy od bycia drugiego. Jeśli zniknie przyczyna, zniknie też skutek. Z kolejności tej jasno wynika, że przyczyną jest "myślę", a skutkiem "jestem". Sprawdźmy więc, czy zatem zaprzestanie bycia przyczyny pociągnie za sobą zanik skutku? Czyli, gdyby człowiek przestał myśleć, przestałby też istnieć? Chyba nie… Nigdzie jednak nie jest określone, że odnosi się to wyłącznie do ludzi. Zatem mogę założyć, że nie istnieje nic co nie myśli? Nie ma domu, drzewa, stołu? Niemożliwe. Jakieś manowce... Jeszcze raz, ostrożniej. Myślę więc jestem. Jestem bo myślę. Nie myślę, więc mnie nie ma. Nie ma mnie, jak nie myślę? Nie ma tego, co nie myśli? A ten dom, drzewo i stół?! Mam problem.

Nie wydaje mi się. Myślę więc jestem? Nie! To nie jest prawdziwe ani na gruncie logiki, ani na gruncie doświadczenia. Znaczna ulga. Nie wydaje mi się, że jestem. Jestem naprawdę, niezależnie od tego czy myślę, czy nie. Jestem - niezależnie od tego, czy jako człowiek, drzewo, dom czy stół. Po prostu jestem. "Jak" jestem, to już inna historia. Jako kto i w jakim celu.

Ponieważ jestem, istnieję to mogę myśleć. Mam taką możliwość, która zależy tylko od tego, jako co jestem. Jako człowiek - myśleć mogę. Jako drzewo - raczej nie. Jako człowiek z mojego istnienia wynika funkcja mojego myślenia. To ja myślę, a nie myślenie jest sobie, a ja jestem sobie. Moje istnienie myśli, ja myślę.

Więc proszę Państwa jestem. Jestem jako człowiek, więc myślę. Skoro już jestem, to myślę i będę myślał. Wbrew schematom. I jest mi z tym bardzo dobrze. Nie mam problemu. Jestem, więc myślę.