Kilka (dziesiąt, set... ) słów o mnie
Cóż, najtrudniej pisać o sobie, ale trudno też aby w tym miejscu było o kimś innym... Spróbuję zatem opisać to jak się stałem tym, kim się stałem.
Studia: najpierw były operatorskie w tzw szkole Maćka Szczepańskiego tj. na Wydziale Radia i TV Uniwersytetu Śląskiego. Nie wiem jak teraz ten kierunek się nazywa, ale na początku było to "operatorstwo" a później "realizacja obrazu filmowego i TV". Po prostu okazało się, że TV zaczyna rządzić w mediach i trzeba było dostosować nazwę.
Kolejne studia: Akademia Teologii Katolickiej, tak Akademia nie uniwersytet jak jest obecnie, szczycę się tym, że jeszcze ukończyłem Akademię. Wydział Filozofii, to poniekąd oczywiste przy moim charakterze. Wspaniały, zawsze wielki, prof. M. Gogacz, który pokazał mi jak rozumieć to, co dookoła jest i się dzieje. Dzięki niemu mogę powiedzieć, że jestem filozofem i mam na to papiery:)
Później była tzw. praca zawodowa, ale o początkach, tak jak o końcu PRL nie chciałbym nawet wspominać.
Pierwsze o czym warto wspomnieć, to pierwszy kontakt z marketingiem, mimo że wcześniej już działałem w tej dziedzinie, a nawet w dziedzinie marketingu bezpośredniego, choć tak się to wtedy nie nazywało, to pierwsze świadome działania stały się w firmie ABC Direct Contact.
Co to jest/było? Na początku niewielkie. Później się rozrosło. Mieliśmy bazę danych (dziś to się nazywa osobowych) i ją sprzedawaliśmy. Powstał więc pierwszy w Polsce letterhouse z prawdziwego zdarzenia. Tak prawdziwego, że Reader's Digest nam zaufał. Zaufał nam też US West (wtedy właściciel Panoramy Firm) i prowadziliśmy dystrybucję tych "yellow pages" na terenie całego kraju. Zaczynałem tam jako już nie pamiętam kto, a zakończyłem zdecydowanie za wysoko, jako Wiceprezes Zarządu ds. Marketingu.
W tym czasie powstawało Stowarzyszenie Marketingu Bezpośredniego, które tworzyłem jako reprezentant ABC. Zamierzchłe czasy, ale Andrzej Miękus i Krzysztof Czupryna zapewne pamiętają. Wtedy też powstawała Ustawa o Ochronie Danych osobowych, w swojej pierwotnej wersji, którą z Arturem Mednisem konstruowaliśmy. Ja oczywiście tylko w zakresie wiedzy o bazach danych i ich udostępnianiu.
Kolejne miejsce, o którym muszę wspomnieć, bo zaważyło znacznie na mojej osobowości to McCann Erickson a dokładniej McCann Communications. Mieli problem, dostali z Londynu projekt z zakresu marketingu bezpośredniego dla UPS i nie wiedzieli jak się do tego zabrać, więc zacząłem jako dyr. marketingu bezpośredniego.
Z tamtych czasów nigdy nie zapomnę pytania accounta "ile kosztuje mailing?". Nie napiszę co mu odpowiedziałem:). Projekty, które chciałbym pamiętać z tamtych czasów to klub "Kuchnia od kuchni" dla Winiar i Action Man Club dla Hasbro. Po latach okazało się, że to więcej niż marketing bezpośredni, to programy lojalnościowe.
McCann przynosił straty, dość spore, a amerykańska firma nie może przynosić strat. Zaproponowałem podział McCann Communications na trzy "korytarze" komunikacyjne: Momentum (experiential marketing) od promocji sprzedaży, PRisma Communications od PR-u i McCann Relationship Marketing od marketingu relacji. Mnie przypadła funkcja prezesa w MRM, co oczywiste. Wtedy spotkałem się z moim, do dzisiaj, guru marketingu relacji Stanem Rappem. Wtedy też uświadomiłem sobie, że komunikacja marketingowa to moja "choroba" i chyba nieuleczalna. Chyba skutecznie mnie wyedukował skoro MRM nie dość, że zrealizował "targety" amerykańskie, ale też utrzymywał przez pierwszy rok dwie pozostałe agencje. MRM znalazł się na 3 miejscu w rankingu BTL Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego.
Poza tym przydarzyło mi się jeszcze bycie jurorem w konkursach marketingu bezpośredniego "Złota Strzała" i "Boomerang".
To dość ważny czas w mojej "karierze" dlatego pozwoliłem sobie tyle o tym napisać.
Już za czasów ABC mówiłem na kongresach i szkoleniach o komunikacji marketingowej. Prawdziwy jednak "chrzest" przeszedłem właśnie w McCannie kiedy to razem z Ernst&Young przygotowaliśmy szkolenie "Marketing Profesjonalny". Było to ogromne wyzwanie i nogi miałem miękkie.
Po McCannie założyłem firmę, która poza miejscem informacji merytorycznej o komunikacji marketingowej organizowała też szkolenia z wszystkich obszarów takiej komunikacji. Był to rok 2002 i cieszy mnie, że do dziś udało mi się zdobyć zaufanie kilkuset firm, które uczestniczyły w szkoleniach.
Kolejną agencją, którą "zaliczyłem" była J. Walter Thompson a dokładnie jej BTLowa część zwana wtedy Parallel. Zarządzałem tam tzw. Client Service i Strategią. Udało się wprowadzić w życie program "Piska puszcza korzenie" dla Orlenu, który wzorowany był na podobnym programie "Karkonosze, pomóż proszę" dla JT International Tobacco. Pierwotny program pozwolił na zasadzenie 6 ha lasu w Karkonoszach, nie dając nic w zamian konsumentom poza certyfikatem udziału. Do dziś jest to powód mojej największej dumy zawodowej. W Parallelu wygrałem też przetarg na data mining, ale projekt nie wszedł w życie, niestety.
Później był Grey, kolejna agencja sieciowa i kolejne wyzwania marketingowe. Tworzyłem dział strategii od podstaw, bo go wcześniej nie było. Z projektów, o których warto wspomnieć muszę wymienić wprowadzenie Kentów na rynek Polski. Długa droga, ale z sukcesem na końcu, co widać nawet dzisiaj. Moim osobistym sukcesem jest to, że pracownicy działu strategii Greya są dziś dyrektorami strategicznymi w największych agencjach sieciowych.
Już po odejściu z Greya stworzyłem Szkołę Strategii Marki przy SAR, która działa do dzisiaj. Mnie w udziale przypadł nadzór merytoryczny nad programem SSM i koordynacja wykładowców. Chyba był/jest to sukces skoro w pierwszym, inauguracyjnym roku musieliśmy ograniczyć liczbę słuchaczy.
Po sukcesie jaki odniosła SSM postanowiłem zrealizować swój pomysł sprzed kilku lat. Stworzyć akademię gdzie słuchacze będą mogli czerpać wiedzę bezpośrednio od praktyków marketingu. Nazwałem to Marketing Communication Academy, bo nazwa ta oddaje najlepiej istotę tego miejsca. Zebrałem najlepszych „zawodowców” w biznesie i razem tworzymy MCA gdzie będziemy przekazywali „wiedzę praktyków marketingu”. Zapraszam wszystkich zainteresowanych marketingiem!